15 maja 2010
....czerwone, we wzorki, gładkie, śliskie, materiałowe, matowe, przede wszystkim małe...
notesiki. W nich zapis słów pierwszych, nie swoich, to cytaty z książek między czasie czytanych.
Po drodze listy, różnych długości, r ę c z n i e pisane (to rzadkość teraz...jak i picie wody
ze studni prawdziwej jest teraz rzadkością...nie tylko dla tych miastowych). Listy z potrzeby,
z konieczności, z obowiązku. Wreszcie coś w rodzaju zapisu zeszytowego tylko dla mnie. Jeszcze jest.
Ale bytność bycia owego pod znakiem zapytania...I teraz..dziennik wirtualny, d o s t ę p n y...
Nawet jeśli prawie nikt do niego nie zajrzy, to waga jego istnienia na forum słów powszechnie
znajdywanych j e s t świadoma, i owa wiedza... nieco stopuje odwagę...
Potrzeba jednak wypowiadania się zakorzeniona od...? W każdym razie jest, była i pewnie będzie.
Odwaga rozpoczęcia zapisu ważkości mniej lub bardziej ważnych to zasługa ludzi życzliwych (którym dziękuję),
i ta błoga świadomość maleńkich umiejętności z pogranicza wirtualnej informatyki....no bywać
zamierzam....czy ważką...czy ważkością, ale zamierzam.
6 czerwca 2010
Niekulturalny. Niewychowany. Nie pyta czy mam czas i ochotę. Proszony grzecznie- nie wychodzi.
Proszony niegrzecznie - zostaje. Widząc ignorancję - podkreśla swoją silną osobowość. Nie przeszkadza mu obecność innych. Dobrze mu, więc się rozgościł. A może ja mam inne plany? Jakie plany? -mówi-
siedzisz ze mną! To nie hotel- mówię- żeby ciągle gości przyjmować. I dobrze-odpowiada-najlepiej
czuję się w domu. Mam czas. Nigdzie mi się nie spieszy.
Ale ja Cię nie lubię!
Nie szkodzi. Nie szukam przyjaźni, potrzebuję towarzystwa. Czekam zrezygnowana kiedy pójdzie.
Kwadrans, godzina, pół dnia, doba. Miesiąc, rok, dwadzieścia lat. Wciąż obecny. Wychodzi?
Nie wiem. Może do drugiego pokoju, może na spacer. Ale wraca. Zadomowił się. Stracił poczucie czasu. Gospodarz domu! Przejmuje moje obowiązki, mówi kiedy i co mogę zrobić. Zmienia nastawienie innych do mnie. Kiedyś każdy znajomy spotkany pytał czy pracuję....dzisiaj pytają o niego...jednocześnie nie rozumiejąc, że muszę się nim zająć...że nie mam czasu dla nich. A kiedy chwilowo ucina drzemkę, biegiem nadrabiam swoje obowiązki.
Przelotny związek?
Z jego strony - to stałe uczucie.Wierny adorator. Wielbiciel. Nie umiem się go pozbyć.
Widocznie zbyt dobrze wychowana jestem. I nie mam siły przebicia. Muszę go tolerować...skoro się wprowadził. Nie umie być bezdomny.
Towarzysz na zawsze - ból...
22 lipca 2010
Dwa gniazda na jednym słupie, na jednym kominie. Możliwe? Mądrość ptaków to natura i jej prawa.
Kierują się wyłącznie instynktem...a ten im "mówi", że jeśli będą dwa na jednym słupie, to w końcu to drugie spadnie.
A jak spadnie, to które? Wiadomo, to młodsze. Bo ono dobudowane do już istniejącego, nie może utrzymać stabilności.
Nie jest bezpieczne. Więc takich anomalii w przyrodzie nie ma. A człowiek? Cóż, człowiek nie patrzy na prawa przyrody.
Kieruje się własnymi.Czyli jakimi? Skoro zakłada, że dwa gniazda zmieszczą się i przetrwają na jednym....
28 sierpnia 2010
Przepis na....niesamotność. Składniki potrzebne: 2 sztuki życia (może być więcej a nawet zalecane dorzucić niejedno), 1 język (najlepiej z tej samej...firmy),
szczypta przyjaźni (mogą być dwie...). Składniki wymieszać lub połączyć odpowiednio jak kto woli i umie. Nie polecam pieczenia....może się przypalić; smażenia też nie-może przykleić się do dna.
Można ewentualnie podgrzać co jakiś czas by ciepłe było, można schłodzić czasem w lodówce żeby świeżość utrzymało. Najlepiej...podzielić na mniejsze porcje i kawałkami zjadać (na dłużej starczy).
Czy zawsze wychodzi? No...niekoniecznie. Można coś zepsuć, coś przeoczyć, o czymś zapomnieć...można zgubić się w proporcjach i źle połączyć.
Czy warto próbować? Tu miejsce na wolne wnioski....i poprawki do przepisu.